422. all in all i'm in love.
jestem gdzie indziej.



sypiajac-z-depresja 2008-11-28 11:57:09
skomentuj (0)

420. [home, sweet home.]
jest coś takiego w powrotach do zielonej, do domu rodzinnego, czego nie potrafię określić, ale zawsze to sprawia, że wracam jakaś lepsza. może to własne łóżko i własna mama, która jest zawsze obok. na pewno jestem bardziej wypoczęta i mniej wkurwiona na wszystko, choć 4 h w pociągu nie należały do najprzyjemniejszych. święta były dobre, choć śnieżne. przespanie połowy pobytu w domu dobrze mi zrobiło i jutro, kiedy odbędę swoją pierwszą w życiu jazdę samochodem na kursie, jest szansa, że nie rozjadę nikogo z powodu zmęczenia.

w tym tygodniu mieszkam sama. moje dwie kobiety opuściły mnie i mieszkanie jest dziwnie puste. zaczęłam namiętnie sprzątać, żeby czuć, że robię coś pożytecznego. wcześniej zaczęłam tez regularnie chodzić do teatru i kina. jeść. spać. chodzić na czwartkowe imprezy. wszystko regularnie. być może jest to jakieś wyjście, które pozwala nie zwariować - przyzwyczajenia. brakuje mi słońca i okazji do chodzenia bez kurtki. poza tym w domu strasznie pizga.

mija trzeci miesiąc, kiedy jestem sama ze sobą i chyba zaczyna mi być z tym niedobrze. moja własna mama kazała mi umawiać się z chłopakami, czyli chyba zauważa, że coraz bliżej mi do pracoholizmu. co zrobić? życie współczesnej kobiety jest takie trudne;)
(tak naprawdę to przydałby mi się jedynie osobisty kucharz i od razu żyłoby się łatwiej)

ale są też rzeczy, które mnie strasznie bawią i to jest (nawet) dobre, choć w tym przypadku również smutno-żenujące: http://expertia.pl/all/question/show/15678

ściskam.
sypiajac-z-depresja 2008-03-25 10:50:20
skomentuj (2)

419. will i have nightmares, flashlightes and sudden explosions?
oczywiście nie jest to sprawa najważniejsza na świecie i w tej chwili mam na głowie przynajmniej kilkanaście ważniejszych (niekupiony prezent dla mamy na urodziny sprzed prawie dwóch tygodni, klienta kręcącego nosem, szefa chwilami zbyt nerwowego, do wczoraj - plamę z czerwonego wina na suficie w kuchni, niezdecydowanych facetów, zbyt zdecydowanych facetów, brak czasu i całą resztę), jednak mimo wszystko, wkurwia mnie fakt, że oblałam pierwszy w życiu egzamin.


poprawka. jakbym nie miała co robić w niedzielę o 16, no naprawdę. musze zerwać się rano i wyjechać wczesniej z zg, żeby wrócić na czas, przebrać się, dojechac i jakoś (ciekawe jak) napisać to na maxa, żeby nie stracić stypendium. piękna sprawa, nie powiem.


poza tym podobno jest środa, choć wydawało mi się, że jest wtorek, co znaczy, że dni uciekają mi jeszcze bardziej niż kiedyś, a zupełnie nic nie robię. wczoraj, stojąc na drabinie w kuchni w bokserkach i umorusaną na biało buzią stwierdziłam, że naprawdę brak mi słońca i wolnych pięknych popołudni. i urlopu. boże, jak mi brak urlopu, biletu na samolot i plaży przy lac de geneve.
ale póki co w piątek wreszcie pojadę do domu, przytulę mamę, spotkam się z poetycką elitką i wszystkimi, dla których znajdzie się chwila czasu. i będę miała choć jeden dzień, żeby się trochę wyspać. och. na samą myśl głowa kładzie mi się na klawiaturze. idę zrobić sobie kawe na koszt firmy.
sypiajac-z-depresja 2008-02-20 10:41:47
skomentuj (1)

[ © Am & Clos ]